wtorek, 10 lutego 2009

Kto go zna?!





To nasz nowy konkurs! Pytanie brzmi kto to jest? Odpowiedzi można przesyłać na kartkach papieru, zwiniętych w rulon i sznurkiem prztwierdzonych do grzbietu dżdżownicy. Dżdżownice wpuszczane są po podskoczeniu do wizjera i wykrzyczeniu w jego oko hasła: Widzę światełko w tunelu..
Pierwsza nagroda to Doda, a druga, jak zwykle, wąsy i broda. Powodzenia!!!

niedziela, 8 lutego 2009

Studniówka....

Byłem na studniówce i było świetnie... tak od około 01:20, kiedy pojechałem w noc, do Zdun spojrzeć na Drzewo, do Sulmierzyc, przywitać się z wiatrakiem, a potem przez Chwaliszew, Zduny nad Węgielenik i staw, którego nie znam nazwy....


poniedziałek, 2 lutego 2009

Tęsknota, tylko co z nią zrobić...

Ten weekend nad Bugiem był mi potrzebny. Zatrzymałem się, przemyślałem kilka spraw i doświadczyłem pustki wokół siebie. Najpierw tej namacalnej, tej ciszy nad rozlewiskiem, a potem pomyślałem o swoim życiu. Ktoś by pomyślał, że muszę być szczęśliwy, bo po tylu latach dopiąłem swego - pracuje w telewizji razem z "gwiazdami", z którymi znam się, spotykam nieraz po pracy... Tylko co z tego. Ci znani to przecież normalni, obcy mi ludzie. Właśnie obcy...
Od półtora roku każdy mój wieczór od poniedziałku do czwartku wygląda identycznie - jestem sam...Dobija mnie ta samotnośc i wyczekiwanie piątku, kiedy w końcu wsiądę w samochód, walnę kolejne 300 km i będę w Krotoszynie. Volvo kupiłem rok temu - przejechałem nim 40 tys km, czyli objechałem równik w większości chyba na trasie Krotoszyn - Warszawa. Gdzieś głęboko w podświadomości mam zapisane, że ja tu jestem w tej Warszawie na moment, ja tu jestem tylko na chwilę, kolejny etap życia, byle jak najkrótszy.Wszystko, a przede wszystkich, co/kogo mam zostawiłem w Krotoszynie...

Od dziś spróbuję trochę inaczej pracowąc i żyć. Jak tylko będzie to możliwe bedę chodził spać zaraz po przyjściu do domu i wstawał w nocy - może w końcu znajdę sposób i czas na naukę. Zatrzymałem się w miejscu jeśli chodzi o edukację. Uczę się tego czeskiego, ale tylko na zajęciach, a w domu nie mogę się skupić... Muszę to zmienić...
I chciałbym znowu wędrować po lasach, bez spoglądania na zegarek, że już muszę wracać, bo trzeba jechać do Warszawy. I chciałbym znowu jeździć rowerem, znowu pojechać na jakąś wyprawę....
Powoli dorastam do swojej firmy, powoli dorastam do zmiany systemu mojej pracy w tv. Chciałbym spędzać tu 1-2 dni w tygodniu i jesli dobrze to rozplanuję, to wiem, że to jest możliwe...
A tymczasem idę spać. Wstaję o drugiej i dalej jadę z czeskim...
Dobrej nocy....

niedziela, 1 lutego 2009

Nad Bugiem...

Nie chciałem zostać przez cały weekend w Warszawie i choć nie czułem się najlepiej (przeziębienie) i miałem mnóstwo nauki (język czeski) to stwierdziłem, że muszę się stąd wyrwać. Znalazłem w internecie Radziówkę - drewniany dom, będacy centrum gospodarstwa agroturystycznego Wojtka i Agnieszki, pełnego psów, koni i świetego spokoju...
Na miejscu okazało się, że mój pokój swoim klimatem przerósł moje oczekiwania, jest w nim nawet weranda - szkoda że nieogrzewana, bo pewnie w niej bym spędził większość pobytu:)Ale latem... A Wojtek to facet koło 50-tki, uśmiechnięty i otwarty. Jak cały dom. Robisz co chcesz, chodzisz gdzie chcesz, wtapiasz się w rodzinną atmosferę, buszujesz po kuchni, sporzywasz posiłki z akyualnymi domownikami, bądź sam. Nikt niczego od Ciebie nie wymaga. Nigdy nie byłem w takim miejscu. Niesamowite. Dwa dni dały mi mnóstwo odpoczynku, odrobinę pracy i wyprawę nad zamarzniety Bug, której plonem są te zdjęcia.



















Radziówka jest na przedmieściach Łochowa, 65 kilometrów od Warszawy. Ma stronę internetową. Gorąco polecam! Mój pokój poniżej:)




Spojrzenie na pola i na kościół...

W ostatni weekend odwiedziłem dom, moje okolice, do których będąc w Warszawie tęsknie chyba każdego dnia. Mija już półtora roku jak mieszkam w stolicy i z każdym dniem coraz mocniej myślę o wyrwaniu się stąd. Nie chodzi o miasto, które samo w sobie nie jest złe i daje mnóstwo możliwości rozwoju, zarówno zawodowego jak i duchowego. Tu chodzi o mnie. Strasznie oderwany czuję się od korzeni. Wcale nie czuję się dobrze w tej, obcej mi przecież, Polsce. Ja przecież jestem wychowany na śląsko - wielkopolskim pograniczu. To tam mój dom, tam każde drzewo, kamień są jak ja - miejscowe!:) Dopiero wyjeżdżając czuje się, jak bardzo brakuje znajomych okolic, twarzy. Nic nie jest w stanie zastąpić domu. Cieszę się, że udało mi się kupić ziemię na Stawach Milickich. Mam nadzieję, że tam osiądę.... A tymczasem powoli myślę o swojej firmie...ale ciiii na razie:)
A teraz kilka zdjęć - widoki z Benic i kościół, gdzieś w środkowej Polsce, który wydawał mi się tak upiorny:)